Zobaczcie jaki świat jest piękny oczami Iwmali.

Historia z happy endem mam nadzieję, że już stuprocentowym.

molly.jpg

Pierwsze godziny po powrocie do domku, Molly się relaksuje.

 

Dawno nie pisałam o mojej jamniczce, ale chciałam być pewna, że maleńka jest już bezpieczna, bo ostatnio się trochę pospieszyłam z radością. Wracając do jej historii to przez nasze nieumiejętne masowanie kręgosłupa Molce po raz drugi wysunął się dysk, w niedzielę masaż zrobiliśmy prawidłowo, ale w poniedziałek i wtorek daliśmy ciała, pies nam się gwałtownie wyrwał i to wystarczyło, żeby dysk ponownie wypadł. Od wtorku Molka zaczęła być nieswoja, nie chciała chodzić na siku, w środę było jeszcze gorzej, a w czwartek zaczął następować paraliż tylnych łapek, po telefonicznej konsultacji z dr Sekulą w piątek z samego rano pojechaliśmy do Piotrowic, gdy wysadziliśmy ją z samochodu Molka zaczęła stawiać tylne łapki, chociaż na postoju nawet na sekundę na nich nie stanęła, doktor zaczął się ze mnie śmiać, że panikuję, ale po badaniu sam stwierdził, że dysk lekko się wysunął i trzeba go ponownie ustawić. Po chwili Molka znowu zaczęła chodzić, ale niestety pan doktor i jego żona stwierdzili, że nie damy rady masować jej kręgosłupa i trzeba ją zostawić na co najmniej na dwa tygodnie. Oczywiście ja wpadłam w histerię, bo jak to zostawić swoją ukochaną psinę z obcymi ludźmi, po dokładnym podpytaniu jak Molka będzie tam zakwaterowana okazało się, że psy nie są zamykane w klatkach tylko chodzą swobodnie po mieszkaniu i się ze sobą integrują. Ustaliliśmy, że zostawimy ją na próbę, na godzinę, dwie i zobaczymy co będzie. Po 10 minutach mieliśmy telefon, że Molce tam się bardzo podoba i możemy jechać do Szczecina, na wszelki wypadek zostaliśmy jeszcze 3 godziny, po następnym telefonie, że jest dobrze pojechaliśmy do domu, ja oczywiście z wielkim bólem serca. Po kilku dniach okazało się, że Molce bardzo odpowiada rola "gospodyni" w domu pana doktora, że chodzi coraz lepiej, rządzi wszystkimi psami, a nawet wskakuje na kanapę, o zgroza!!! Dr Sekula stwierdził, że dysk się nie wysuwa i po długich dwóch tygodniach pojechaliśmy po nią do Piotrowic. Molka szalała jakby nigdy na nic nie chorowała, nie można było jej uspokoić, zresztą tak jest do dzisiaj. Pies nie zdaje sobie sprawy, że takimi szaleństwami może sobie zrobić wielką krzywdę, ale ona taka jest od urodzenia. Dzisiaj mija 8 dni jak ją odebraliśmy, piesio czuje się wyśmienicie, biega, cieszy się, może tylne łapki są jeszcze słabe, ale dla mnie najważniejsze, że obyło się bez operacji, myślę, że z dnia na dzień będzie lepiej. Trzymajcie proszę za Molcię kciuki!